sobota, 15 kwietnia 2017

Część 15.

Stary indianin stanął na przedzie i trzymając w rękach dziwny, stary posążek w kształcie ciemnoskórego karła, zawołał.
- Wielki Irdlirvirissongu! Rozkazuję ci wyjść z tego człowieka i poddać się mej woli!
Reim zdezorientowany przechylił głowę na bok. Kiedy zauważył, że Mama powoli zbliża się do niego, uśmiechnął się szeroko a zza jego pleców wrosła tym razem jedna macka, która z niezwykłą prędkością przebiła na wylot klatkę piersiową starca. Po chwili wyszła ona z jego ciała i zniknęła za Reimem tak jak się pojawiła. Ciało powoli osunęło się na ziemię i znieruchomiało w rosnącej kałuży krwi.
Ocknąwszy się z osłupienia, Owen wyciągnął spod kitla pistolet i krzyknął.
- Nie ruszaj się!
Ale Reim nie posłuchał. Jak gdyby nic obrócił się na pięcie i ruszył dalej przed siebie.
Huk wystrzału rozniósł się po korytarzu i w tym samym momencie śnieżnobiała koszula Reima zabarwiła się na czerwono. Wtedy to momentalnie spod włosów okularnika wyrosło kilkanaście ostro zakończonych macek, które równocześnie przebiły lekarza w wielu miejscach. Doktor stęknął cicho dusząc się krwią i w ślad za Mamą padł martwy na podłogę.
Taki sam los spotkał też pozostałych mężczyzn, którzy akurat tam się znajdowali.
Po kilkunastu minutach Reimowi udało się znaleźć Breaka. Leżał on tak jak ostatnim razem przywiązany do łóżka w jednym z pokoi na piętrze. Podszedł i pochylił się nad nim.
- Dzień dobry, Xerx! - zawołał.
Break rozwarł szeroko prawe oko wpatrując się w okularnika jak w ducha.
Jakby nie zauważając tego, Reim stwierdził.
- Najpierw cię rozwiążę a potem pójdziemy się pobawić.
Nie czekając na odpowiedź, zabrał się za supły przy kostkach. Szybko się z nimi uporał. Z taką samą łatwością pozbył się węzłów krępujących nadgarstki. Kiedy Break został uwolniony, odsunął się na drugi koniec łóżka i zwinął w pozycji embrionalnej.
- Coś się stało, Xerx? - zapytał zdziwiony.
Nie doczekawszy się żadnej odpowiedzi, wyciągnął rękę chcąc go dotknąć, ale zatrzymał się w pół ruchu, kiedy usłyszał jak drzwi otwierają się. Do środka wkroczyła Nistaranga z tacą w rękach. Na jego widok w szoku upuściła ją wraz z zawartością w postaci szklanych naczyń, które rozbiły się z trzaskiem o podłogę.
- Reim! Wróciłeś! - wykrzyknęła, przytulając się do niego. - Myślałam, że już cię nigdy więcej nie spotkam!
- Dlaczego? - zdziwił się.
Dziewczyna wypuściła go z objęć i powiedziała ze smutkiem.
- Doktor Owen mówił, że ci się pogorszyło i trzeba cię przenieść. To dlatego myślałam, ze już tu nie wrócisz.
Wtem zobaczyła, że Break został uwolniony z więzów i krzyknęła.
- Ale Reim, dlaczego to zrobiłeś?!
- Masz na myśli, dlaczego rozwiązałem Xerxesa?
- Ależ oczywiście, że tak! A cóż by innego? - odparła.
- Chciałem się z nim trochę pobawić.
Ostre spojrzenie dziewczyny lekko zmiękło.
- Och, Reim, tak nie wolno. Nie widzisz, że on jest chory?
Reim zamrugał kilkakrotnie.
- Chory? Ale na co?
Nistaranga podeszła do drżącego Breaka i pogłasała go po głowie. Albinos mocniej zatrzęsł się pod jej dotykiem, ale nie próbował od niej uciekać. Jedynie niespokojnie im się przyglądał.
- Nie jestem pewna co to jest. Pracuję tutaj jako pokojówka i nie znam się na tych wszystkich chorobach, ale doktor mówił mi, że jest z nim bardzo niedobrze - urwała na chwilę po czym dodała szeptem. - Po tym jak doświadczyłam u niego tego "ataku" paniki, jestem całkowicie pewna, że on naprawdę cierpi.
Spojrzała na Reima załzawionymi oczami i stwierdziła.
- Dlatego chciałabym mu pomóc najlepiej jak tylko potrafię!
- Ach, zabawa na pewno mu pomoże! - zawołał z entuzjazmem.
W głosie Nistarangi rozbrzmiewała nuta powątpienia, gdy przypomniała.
- Mówiłam ci, że to nie jest raczej zbyt dobry pomysł.
- Skąd wiesz, że nie?
Dziewczyna niepewnie zerknęła najpierw na przestraszonego Breaka, a potem na szeroko uśmiechniętego Reima i zasugerowała. - Cóż, wypadałoby się wpierw spytać doktora Owena. Jeśli on nie miałby nic przeciwko, to moglibyśmy zorganizować jakąś...
Nie zdążyła dokończyć, kiedy nagle odezwał się Reim.
- Ale nie możemy się go o to zapytać!
- Jak to nie możemy? Coś mu się stało?!
Reim zachichotał.
- Tak. Doktor chciał mi zrobić krzywdę, więc go ukarałem!
Nistaranga rozwarła szeroko oczy.
- Jak to ukarałeś?
- Tak to - oznajmił radośnie. - Wyglądał jak szaszłyk, gdy go przebiłem!
- Przebiłeś? - powtórzyła powoli i krzyknęła. - Gdzie on jest?!
- Na korytarzu. Chodźmy! Pokażę ci


Kilka minut później znaleźli się na pełnym krwi i zwłok holu. Z powodu licznych nalegań Reima Nistaranga zgodziła się na to, by Break poszedł z nimi. Obecnie stał on na chwiejących się nogach przy ścianie i cały czas przyglądał się okularnikowi.
Pokojówka zobaczywszy to pobojowisko, podbiegła szybko do Owena. Uklękła przy nim i dla pewności sprawdziła puls. Następnie przyjrzała się mu uważniej i wtedy zobaczyła liczne otwory pokryte zaschniętą krwią w różnych częściach ciała zmarłego.
- Co to jest? - wyszeptała drżącym głosem.
- Ojej! No przecież mówiłem ci, że go przebiłem! Zresztą ich wszystkich.
Dziewczyna rozejrzała się po korytarzu tak jakby dopiero teraz dostrzegła, że w pobliżu są inne zwłoki.
Zakryła usta trzęsącą się dłonią.
- Kim są ci wszyscy ludzie?
- Nie mam pojęcia - stwierdził ze śmiechem.
Nagle Nistaranga podniosła się i doskoczywszy do Reima, chwyciła go za koszulę.
- Czy zdajesz sobie sprawę co narobiłeś, Reim? - spytała, wpatrując się mu prosto w oczy.
Okularnik uniósł lekko brwi do góry.
- Wiesz co? Mam wrażenie, że ty mnie w ogóle nie słuchasz! Mówiłem ci już, że ich ukarałem, bo chcieli mi zrobić krzywdę. A zwłaszcza doktor.
Dziewczyna zbladła.
- O, nie! Ty wcale nie rozumiesz sytuacji w jakiej się znalazłeś! - przysunęła swoją twarz do jego i powiedziała stanowczym tonem. - Reim, ty zamordowałeś ludzi!
- No to co? - parsknął.
- Jak to co? Przecież jak ktoś się o tym dowie, to od razu skontaktuje się z władzami i będą cię ścigać!
Reim machnął tylko na to ręką i oznajmił.
- To nic takiego. Nie ma czym się przejmować.
- Nie, to nie jest "nic takiego"! - chwyciła go za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę Breaka. - Nie możemy tu zostać, trzeba znaleźć jakąś kryjówkę. Nie ma czasu na pozbywanie się zwłok.
- Dlaczego tak bardzo się tym wszystkim przejmujesz? - spytał z nieskrywanym rozbawieniem.
Dziewczyna zatrzymała się na chwilę i znów na niego spojrzała.
- Ponieważ obiecałam doktorowi, że będę twoją opiekunką, a więc muszę się również troszczyć o twoje bezpieczeństwo. Z nim jest tak samo - wskazała wolną ręką na Xerxesa. - Kiedy zostałeś doktor Harrison powiedział, że zostałeś przeniesiony, zalecił mi sprawowanie opieki nad twoim przyjacielem, dlatego pójdzie z nami


Po spakowaniu najpotrzebniejszych rzeczy i przeszło kilkugodzinnym jeżdżeniu dyliżansem po okolicznych miasteczkach, Nistaranga zdecydowała, że na razie zatrzymają się w domu zajezdnym w niewielkiej mieścinie oddalonej o kilkanaście kilometrów od rezydencji. Właściciele ich tymczasowego mieszkania byli miłą parą w podeszłym wieku, która na starość zdecydowała się udostępnić niektóre ze swoich pokoi przejezdnym za niewielką opłatą.