piątek, 21 października 2016

Część 10.

Siedział on w błocie oparty o pobliskie drzewo. Zamglonym i jakby niewidzącym wzrokiem wodził niespokojnie gdzieś w dal. Cały jego prawy bok poplamiony był zaschnięta krwią. Zauważył, że cały się lekko trząsł. Nie reagował, gdy Break powoli zbliżył się i ukucnął przed nim. Ale kiedy delikatnie dotknął jego ramię, Reim nagle wrzasnął jak ranne zwierze i odepchnął od siebie albinosa tak, że ten prawie przewrócił się na plecy. Ręce Breaka momentalnie wystrzeliły w przód wbijając się w ramiona Reima, na co w odpowiedzi ten zaczął płakać i krzyczeć jeszcze bardziej doniośle. Xerxes gwałtownie nim potrząsnął i przybliżając swoją twarz do jego, zawołał.
- Reim! Słyszysz mnie?
Brak reakcji.
Break zacisnął zęby, oplótł go szczelnie ramionami i zaczął ciągnąć po ziemi w stronę wózka. Przez cały czas Reim wymachiwał rękami i nogami wrzeszcząc w niebo głosy. Z trudem Breakowi udało się posadzić go na miejscu. Nastepnie chwycił pas wystający z bocznej poręczy fotela i przywiązał mu do niego rękę. To samo zrobił z drugą oraz z nogami. Kiedy skończył, złapał za uchwyty znajdujące się z tyłu wózka i czym prędzej zabrał Reima z lasu.

Dotarłszy do środka rezydencji, zostawił na korytarzu spokojnego już Reima i pobiegł na górę.
Na piętrze wszedł do jednego z pokoi. Zobaczywszy śpiącego w łóżku Owena, doskoczył do niego i szarpiąc go za ramię, krzyknął zdyszany.
- Szybko! Coś się stało z Reimem!
Lekarz z trudem otworzył oczy i zaspanym głosem stęknął.
- Co? Mógłbyś powtórzyć?
Na to Break sfrustrowany sytuacją zrzucił doktora z łóżka i powiedział.
- Rusz się! Na dół! Teraz!
Owen niewiele rozumiejąc podźwignął się na nogi i najszybciej jak mógł pobiegł w piżamie za Breakiem.

Reim wciąż nie był w stanie w ogóle się poruszyć, gdy to psisko konsumowało najwyraźniej, sądząc po merdającym ogonie, niezwykle szczęśliwe jego lewą stopę. Przez chwilę wydawało mu się, że z oddali słyszy jakieś przytłumione głosy lecz to wrażenie szybko minęło, kiedy po pomieszczeniu echem rozniósł się śmiech dziewczynki stojącej w pobliżu i spoglądającej na niego podekscytowanymi, szeroko rozwartymi oczami. Im dłużej na nią patrzył tym bardziej wydawała mu się znajoma ale nie mógł sobie jej przypomnieć.
Wydał z siebie zduszony skrzek, kiedy nagle to zwierze, czyste 500 funtów żywej wagi, skoczyło mu na pierś. Potwór przysunął swój paskudny, umazany krwią Reima pysk do jego twarzy. Reim ledwo oddychając, patrzył z przerażeniem w jego mleczne ślepia oczekując najgorszego.
Jednakże kolejny atak nie nadszedł. Zamiast tego pies odskoczył do tyłu ze skowytem i uderzył łbem o ścianę. To dziewczynka nie wiadomo kiedy podeszła do nich i gwałtownie szarpnęła swojego zwierzaka za obrożę.
Uklęknęła obok Reima i spytała.
- Eeej, panie Reim? Dlaczego się wcale nie ruszasz ani nic nie mówisz?
Kiedy nie doczekała się reakcji, pochyliła się nad jego twarzą i delikatnie dotknęła jego zabrudzonego policzka.
- Jesteś taki zimny... Źle się czujesz? Może powinnam iść po doktora?
Lecz Reim wciąż nie mógł wydać z siebie żadnego, nawet najcichszego odgłosu. Potrafił jedynie zbolałym wzrokiem patrzeć na jej niewinną twarzyczkę.
Dziewczynka w końcu zabrała swoją dłoń i wstała.
- Bandersnatch! Koniec zabawy na dzisiaj. Trzeba dać trochę odpocząć panu Reimowi.
I wyszli, zamykając za sobą żelazne drzwi.
Reim dalej leżał tak jak go zostawili. Nie wiedział co się stało, skąd się tu wziął. Pamiętał, że był w tym lesie i gonił go ten dziwny sobowtór a potem ni stąd ni zowąd się tu pojawił.
Nagle cały obraz zaczął mu się rozmazywać i falować a powieki stały się ciężkie. Czuł jakby się unosił w powietrzu jak liść na wietrze. To wrażenie nasilało się stopniowo aż w końcu zastąpiła je tak dobrze mu znana czerń.

Obudził się z wrzaskiem nie wiedząc co się dzieje. Zajęło mu dobrą chwilę zorientowanie się, że jest w swoim pokoju. Był okropnie obolały i niespokojny. Chcąc zmienić pozycję na siedzącą, z przerażeniem stwierdził, że jest pasami przywiązany do łóżka. Wciąż wierzgał się i rzucał bezskutecznie, kiedy do pomieszczenia wszedł Break.
- Dzięki Bogu! Nareszcie się obudziłeś! - wykrzyknął i podszedł bliżej.
- Co tu się dzieje?! Dlaczego jestem związany?!
Xerxes pochylił się nad Reimem i lekko pogłaskał go po głowie jak małe dziecko a następnie odparł.
- Nie przejmuj się tym. To nic takiego. Naprawdę.
- Przestańcie ciągle zbywać mnie takimi tekstami! Masz mi natychmiast powiedzieć dlaczego jestem związany! - odwarknął Reim.
Break westchnął z rezygnacją. Na chwilę na jego pobłażliwa twarz przybrała wyraz zmęczenia i przygnębienia. Nie próbując się już wymigiwać, zaczął wyjaśniać.
- Po tym jak udało mi się cię znaleźć tam w lesie, zacząłeś się bardzo dziwnie zachowywać. Wrzeszczałeś, szarpałeś się i najwyraźniej wcale mnie nie poznawałeś. Musiałem przykuć cię do wózka żebyś nie spadł po drodze i nie zrobił sobie jeszcze większej krzywdy - uciął, by nalać sobie trochę wody z dzbanka stojącego na komodzie obok. - Kiedy dotarliśmy do rezydencji, poszedłem po doktora Owena, żeby się tobą zajął.
- Wciąż nie powiedziałeś mi czemu jestem unieruchomiony - upomniał się Reim.
- Czemu? No bo rzucałeś się w amoku na wszystkie strony! Mieliśmy pozwolić ci dalej się ranić?
Reim w zamyśleniu wpatrywał się w skórzane pasy, gdy Xerxes znów się odezwał.
- No ale skoro teraz już wróciły ci wszystkie zmysły, to nie ma sensu dłużej cię tak trzymać, nie?
Wstał niepewnie i powoli rozpiął bruneta. Następnie znów usiadł na swoim miejscu, chwycił szklankę z wodą i patrzył w całkowitym milczeniu w swoje odbicie.
- Xerx, - zaczął po paru minutach Reim. - mam pytanie.
- Słucham.
- Kim jest mała dziewczynka o niebieskich oczach i jasnobrązowych włosach, chodzącą w płaszczu Baskerville'ów?
Od razu po usłyszeniu tego pytania, szklanka Breaka wysunęła mu się z dłoni i z hukiem rozbiła o podłogę, mocząc swoją zawartością jego buty.
- Xerx? - spytał Reim, patrząc zaniepokojony na oniemiałą twarz swojego przyjaciela.
- Dlaczego pytasz? - padła po minucie odpowiedź.
Reim zapytał zrezygnowanym głosem.
- Czemu ty nigdy normalnie nie odpowiadasz tylko bawisz się w takie podchody?
- DLACZEGO PYTASZ?! - wrzasnął Break tak niespodziewanie, że aż jego rozmówca prawie podskoczył.
Następnie wstał gwałtownie, przewracając krzesło, zrobił sztywno kilka kroków do tylu i wbił paznokcie w skórę głowy.
- Dlaczego?! Dlaczego?! DLACZEGO?! - jego spanikowane oczy omiatały pomieszczenie, unikając skutecznie Reima. - Czemu mi to robisz?! Przecież ja nie zawiniłem! To nie moja wina! To wszystko przez Nich!!
Reim pomimo utrzymującego się w boku bólu, szybko zszedł z łóżka i doczołgał się do Breaka, gdy ten osunął się na podłogę i docisnął plecy do ściany. Z otwartych ust ciekła mu gęsta ślina a z prawego okna spływały słone łzy.
Reim wyciągnął ręce i lekko potrząsnął swoim przyjacielem. Ten w odpowiedzi jedynie podciągnął kolana pod brodę i wydał z siebie głośny szloch.
- Xerxes! Powiedz mi co się stało - błagał okularnik. - Dlaczego nic nie pamiętam? Co tu się wyprawia?
Głos Breaka wydał się niezwykle bezbronny i pełen rozpaczy.
- Ja chciałem tylko pomóc. To nie moja wina. Skąd mogłem wiedzieć. Oni mówili, że wszystko będzie dobrze. Obiecali - bełkotał.
Reim ujął twarz w obie dłonie i zmusił go, by na niego spojrzał.
- Xerx, wyjaśnij mi proszę co nie jest twoją winą.
- Wszystko! - krzyknął. - To Ich wina! Ja... ja tylko chciałem pomóc panu Reimowi!
Zanim Reim zdążył zapytać w czym chciał mu tak bardzo pomóc do pokoju wkroczył Owen.
Spojrzał szeroko rozwartymi oczami na Breaka i odsunął od niego inwalidę.
- Proszę się do niego nie zbliżać. Ja się tym zajmę.
Podszedł do albinosa, wyjmując z płaszcza napełnioną strzykawkę z igłą i z wprawą wbił mu ją w szyję, wstrzykując zawartość prosto do żyły. Po zaledwie kilkunastu sekundach oczy Breaka zaczęły się powoli zamykać aż w końcu zapadł w głęboki sen. Widząc to lekarz westchnął z ulgą i spojrzał na Reima.
- Co się tutaj wydarzyło, że zareagował tak histerycznie?
Reim z jakiegoś powodu poczuł, że nie powinien mówić mu prawdy, dlatego odparł tylko.
- Nie mam pojęcia. Rozmawialiśmy tak jak zwykle a on nagle dostał tego... hmm... ataku.
- A czy mówił może przy tym coś konkretnego?
- Nie, wcale. Bełkotał tylko jakieś niezrozumiałe rzeczy.
Na to doktor Owen skinął głową i podniósł się.
- Cóż, najpierw pomogę panu dostać się do łóżka a potem zajmę się nim - stwierdził.

Część 9.

W jego przerażonych oczach zaświeciły iskierki nadziei, kiedy ujrzał oświetlane przez światło księżyca kontury swojego wózka. Jednakże zgasły one w momencie, w którym poczuł silną, zaciskającą sie na kostce jego zdrowej nogi dłoń. Niewidzialna ręka zaczęła zdecydowanymi ruchami ciągnąć go w tył. Reim ostatkiem sił chwycił za jedno z drzew i próbował się do niego przyciągnąć. Odczuwał coraz to silniejszy ból w napiętych mięśniach, które nie były przyzwyczajone do takiego wysiłku. Stworzenie nie dało za wygraną. Po chwili poczuł na prawej nodze drugą rękę. Jego spocone dłonie zaczęły nieubłaganie ślizgać się po twardej korze.
- Nie! - krzyknął płaczliwym głosem.
Nagle jedna z rąk puściła nogę i chwyciła go za ramię odchylając do tyłu jednym szarpnięciem. Tył jego głowy uderzył o klatkę piersiową Niby-Reima. Nim zdążył cokolwiek zrobić, szara dłoń przykryła większą część jego twarzy. Wtem Reim poczuł się dziwnie ospały. Jego ciało ogarnęła taka słabość, że aż przestał się szarpać. Mimo, iż starał się utrzymać oczy otwarte, w końcu jego powieki opadły jakby pod olbrzymim ciężarem.

Reim leżał w całkowitej ciemności. Nie czuł kompletnie nic. Nie wiedział gdzie się znajduje, ani jak się tu dostał. Było tak ciemno, że nie widział nawet ścian i podłogi. A może w ogóle ich nie ma? Może nie ma tutaj niczego?, przeszło mu przez myśl.
Niespodziewanie z wywołującym ciarki zgrzytem, otworzyły się metalowe drzwi, wpuszczając nieco światła do środka. Teraz Reim był w stanie zobaczyć skrawki oświetlonych ścian, które pokryte były zaschnięta krwią. Przez chwilę dojrzał nawet uciekającego wgłąb pomieszczenia szczura o dość pokaźnych rozmiarach.
Z trudem udało mu się przenieść wzrok na postać stojąca w drzwiach. Nie mógł dostrzec jej twarzy ale po niewielkim wzroście i sukience domyślił się, że to jakaś dziewczynka. Otworzył usta, żeby zapytać się kim jest i co tutaj robi lecz z pomiędzy jego warg nie wydobył się nawet najcichszy dźwięk. Z zaskoczeniem spróbował odruchowo unieść dłoń do twarzy, jednakże i to mu się nie udało.
Nagle dziewczynka zawołała.
- Dzień dobry, panie Reim! Nadszedł czas na zabawę! - zachichotała i przywołała swojego psa. - Bandersnatch! Możesz już zaczynać.
Zza jej pleców wyskoczyło sporych rozmiarów psisko i rzuciło się na Reima. Ten próbował zrobić unik ale wciąż nie był w stanie się chociażby poruszyć.
Co się dzieje?!
Bandersnatch skoczył mu na klatkę piersiową powodując u Reima trudności z oddychaniem i zaczął drapać ostrymi jak brzytwa pazurami jego brzuch, wbijając się w miękką tkankę tłuszczu. Reim usiłował krzyczeć i jakoś się bronić ale jego ciało w ogóle nie reagowało. Gdyby nie przejmujący ból, można by pomyśleć, że nie należy ono do niego. Kiedy pies skończył orać w jego skórze, odwrócił się i zatopił kły jego nodze. Zęby niczym pułapka na niedźwiedzie zacisnęły się wokół lewej kostki. W tle słychać było pełen radości, dziecięcy śmiech i odgłos pękającej pod naporem silnej szczęki kości.

Break nie mogąc zasnąć postanowił sprawdzić co u Reima. Szedł szerokim korytarzem zdobionym licznymi obrazami z głową pełną niespokojnych myśli. Nie dawała mu spokoju ostatnia rozmowa z Nim. Był naprawdę wściekły, gdy wychodziłem, pomyślał. Mam nadzieję, że już się uspokoił.
Doszedłszy do pokoju Reima, otworzył powoli drzwi nie chcąc go obudzić. W środku panował półmrok, przez który Breakowi udało się dostrzec łóżko. Poczuł ukłucie niepokoju, nie widząc wózka i wypukłości pod kołdrą, która sugerowałaby, że ktoś leży w łóżku. Aby się upewnić podszedł bliżej. Zauważył pomiętą pościel i poduszkę leżącą na podłodze. Szybkim ruchem chwycił za drzwi obok prowadzące do łazienki; tam też nikogo nie było. Stał przez chwilę w milczeniu, zastanawiając się gorączkowo, gdzie się podział Reim aż przypomniała mu się ich rozmowa na spacerze.
"A czy moglibyśmy wybrać się tam na spacer?"
Break zacisnął ręce w pięści, zaklął pod nosem i wybiegł na zewnątrz.

Idąc cały czas ścieżką, z łatwością po kilkunastu minutach zauważył wózek inwalidzki. Podszedł do niego i zaczął się rozglądać myśląc, gdzie mógł się podziewać jego właściciel. Nagle usłyszał jęk. Odwrócił się i zobaczył Reima.