sobota, 20 maja 2017

Część 16.

- I oto jesteśmy - orzekł pan Jefferson, kiedy stanęli pod drzwiami, na których widniała cyfra numer 4 i wręczył Nistarandze klucz.
- Proszę się rozgościć i czuć jak u siebie. Za pół godziny będzie kolacja - dodał.
- Naprawdę jesteśmy wdzięczni za państwa pomoc - powiedziała dziewczyna.
Staruszek zaśmiał się serdecznie.
- Ależ to naprawdę nic. - Zerknął na swój zegarek naręczny. - Nie będę już zajmował wam czasu. Do zobaczenia na dole.

Większość pokoju gościnnego zajmowały trzy stojące w niedużych od siebie przerwach jednoosobowe łóżka oraz sporych rozmiarów, dębowa szafa.
Nistaranga przysiadła na brzegu środkowego łóżka. Siedziała przez chwilę w bezruchu z pochyloną do przodu głową i zamkniętymi oczami, po czym zerknęła w kierunku wciąż stojących przy drzwiach mężczyzn.
- No dalej, usiądźcie - zachęciła ich.
W odpowiedzi pierwszy poruszył się Reim, który wciąż szeroko się uśmiechając podszedł do znajdującego się na przeciwko dziewczyny łóżka i usiadł na nim. Następnie położył sobie pana Królika na kolanach i zapytał się go:
- I jak ci się tu podoba? Przytulnie, prawda?
Siedział przez moment w milczeniu. Po chwili jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. Pokiwał głową i rozbawionym tonem stwierdził:
- Tak, masz rację.
Była pokojówka ze zmarszczonymi brwiami obserwowała tę osobliwą scenę, po czym jak gdyby nigdy nic zwróciła się do nadal zlęknionego Breaka:
-A ty nie usiądziesz?
Xerxes drgnął gwałtownie, ale zaraz potulnie usadowił się na ostatnim, znajdującym się za plecami dziewczyny łóżku.
- Pobawmy się, Xerx! - zawołał nagle Reim wpatrując się intensywnie w albinosa.
Odłożył on przytulankę na poduszkę i przysiadł koło Breaka, który z cichym jękiem odsunął się w tył. Na tę reakcję Reim chwycił za rękaw koszuli przyjaciela i począł nalegać:
- No dalej, Xeeerx, nudzę się! Pobaw się w coś ze mną! Przecież tak dawno się nie widzieliśmy!
Break zerknął niepewnie na Nistarangę. Jego oko błyszczało od łez.
- Reim, zostaw go - powiedziała stanowczo.
Jednak ten całkowicie ją zignorował.
- Xerx, no weź, nie bądź taki!
Poirytowana dziewczyna złapała okularnika za wyciągnięte ramię, szarpnęła je na tyle mocno, że puściło ono rękaw i powtórzyła z naciskiem:
- Mówiłam ci, że masz go zostawić w spokoju.
Reim przewrócił oczami, ale nic nie powiedział. Wstał i wrócił na swoje łóżko.
Nistaranga zerknęła kątem oka na wiszący nad drzwiami wejściowymi zegar.
Już czas zejść na dół.

Kuchnia była dość przestronna, choć ogromnych rozmiarów stół ulokowany na środku ewidentnie sprawiał wręcz przeciwne wrażenie. Miała ona kremowe ściany, których sporą część zasłaniały meble składające się głównie na rząd ciemnobrązowych szafek oraz szuflad. Właściciele zajazdu siedzieli obok siebie na wprost drzwi. Kolejno od pani Jefferson siedział młody, wychudzony mężczyzna o sięgających do ramion przetłuszczonych ciemnobrązowych włosach. Miał na sobie pomiętą żółtą koszule oraz jasne, przybrudzone spodnie ze sztruksu. Wyglądał na bezdomnego ćpuna.
Obok niego miejsce zajmowała kobieta w średnim wieku. Ubrana ona była w sukienkę w kolorze krzykliwej żółci z dekoldem tak olbrzymim, że aż sporych rozmiarów piersi prawie z niego wypływały. Reim ucieszony przysiadł na wolnym miejscu koło niej. Kobieta z wyższością zerknęła na przytulankę, którą usadowił na swoich kolanach. Skrzywiła się, ale nic nie powiedziała. Nistaranga w tym czasie spojrzała na zlęknionego Breaka. Wiedząc, że sam prawdopodobnie nigdy nie zdecyduje się zasiąść do stołu, chwyciła go za przegub i pociągnęła do dwóch wolnych miejsc.
- Witamy w naszych skromnych progach - zaczęła pani Jefferson. - Mam nadzieję, że przypasował państwu pokój.
- Tak, oczywiście. Jest naprawdę przytulny - odpowiedziała Nistaranga.
Pani Jefferson spojrzała wyczekująco najpierw na Reima...
- Tak, jest świetny! - zawołał.
...a następnie na Breaka, który w odpowiedzi słabo skinął głową. Na ustach staruszki wykwitł szeroki uśmiech.
- W takim razie proszę się najeść do syta. - Rozłożyła szeroko ręce jakby chciała chwycić w swe ramiona całą zawartość stołu. - Smacznego.

Po kolacji zjedzonej przy akompaniamencie zażartej dyskusji właścicieli zajazdu na temat tego czy 60-letnia pani Williams z sąsiedniego budynku faktycznie zdradza swojego męża z panem Joshem - tutejszym listonoszem, wszyscy rozeszli się do pokoi.
- Zdecydowałam, że pójdę trochę rozejrzeć się po mieście - oznajmiła Nistaranga, wyciągając z szafy swój jasnoszary płaszcz.
- O tej porze? - spytał Reim.
Dziewczyna przytaknęła.
- Sądzę, że to świetna pora. Trzeba rozeznać się po okolicy i zacząć rozglądać za jakimś nowym lokum. Przecież nie możemy tu zbyt długo zostać. To byłoby niebezpieczne. - Podeszła do drzwi i chwyciła za klamkę. - Poza tym po ciemku będzie mi łatwiej nierzucać się w oczy przechodnią.
- Też mogę iść? - zapytał z wyraźną nadzieją w głosie. - Nudzę się!
Nistaranga popatrzyła na niego przeciągle i powiedzała:
- Nie, w pojedynkę będzie mi zdecydowanie łatwiej. Ty - wskazała palcem wolnej ręki śpiącego już Breaka. - przypilnuj go w tym czasie.
Nie czekając na odpowiedź, wyszła.
Reim spojrzał w dół na wciąż trzymaną w ręku przytulankę i stwierdził wymownie:
- Chce zagarnąć całą zabawę dla siebie. To nie fair.

<Właśnie taka jest dzisiejsza młodzież: samolubna.>

- Nie mów jak ci starzy ludzie. To wcale nie jest zabawne - żachnął się. Zerknął na jedyne zajęte w sypialni łóżko i na jego twarz momentalnie powrócił uśmiech.

1 komentarz:

  1. Rozdział ciekawy, niepowiem... Zastanawiam się co będzie dalej i czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń