Po raz kolejny siedział w tym samym ogrodzie. Znów wszystko było na
tym samym miejscu a on był tam całkiem sam. Stojąca przed nim filiżanka
była wypełniona mlekiem tak jak poprzednim razem. Przypomniawszy sobie
wyborny smak tego napoju z ostatniego razu, bez namysłu złapał za
niewielkie uszko i wypił wszystko. Następnie chwycił za imbryk i dolał
sobie drugą porcję.
Siedział tak bezczynnie i pił aż do ostatniej kropli. Kiedy skończył, rozejrzał się w końcu uważniej po okolicy.
Wtem zauważył, że jednak coś jest inaczej. Zza jednego z żywopłotów
wystawał jakiś kawałek materiału. Zaciekawiony Reim postanowił przyjrzeć
się temu bliżej.
Szybko dotarł na miejsce, gdzie zauważył, że tym
materiałem jest jedwabna wstążka o kolorze czerwieni, którą ktoś
przywiązał do jednej z gałązek.
W momencie, gdy dotknął ją by
zerwać, znów usłyszał ten sam cichutki lecz wyraźny śpiew. Domyślił się,
że dochodzi on gdzieś z okolic okrytych gęstą mgłą; tam gdzie powinna
znajdować się brama.
Niepewnie ruszył w tamtą stronę chcąc
dowiedzieć się kto jest wlascicielem tego głosu. Tym razem cel
powiększał się w jego oczach zamiast pozostawać taki sam, jak wtedy,
kiedy usiłował zbliżyć się do rezydencji.
Kiedy wszedł w gęstą,
białą mgłę, śpiew się nasilił. Nabrał też jakby nieco hipnotycznej nuty.
Reim jak oczarowany szedł powoli przed siebie. Po chwili dostrzegł
nawet kontury bramy. Minął ja i ruszył dalej - wgłąb lasu, co zauważył
po coraz większej ilości rozmazanych drzew dookoła.
Po okropnie
długim spacerze wydawało mu się, że widzi jakieś niebieskawe światło
przed sobą. Kiedy już dochodził do niego, nagle z powrotem się włączył.
Teraz znów był w jeszcze innym pokoju. Po białych kafelkach na podłodze
i suficie oraz po mokrej od wody wannie zrozumiał, że tym razem to
łazienka.
Mam mokre włosy, stwierdził w myślach. Tak więc musiałem
się myć... a raczej ktoś musiał mnie myć. Ta myśl i wspomnienie, kiedy
to ujrzał swoją klatkę piersiową, wprawiły go w podwójne zniesmaczenie.
Zajęło mu kolejną chwilę aby zorientować się, że siedzi na wózku
inwalidzkim. Tym samym, który widział wcześniej w tamtej sypialni.
No to już wiem co on tam robił.
Na rękach i nogach wciąż... a może znów? zastanowił się, miał bandaże.
Postanowił sprawdzić czy na brzuchu też. Dlatego ostrożnie złapał za
brzeg koszuli od piżamy i ślimaczym tempem odchylił ją do tyłu. Na
szczęście, tamto miejsce również było zabandażowane.
Na kranie
spostrzegł niewielkie lusterko. Z lekkim wahaniem chwycił je chcąc
sprawdzić czy z jego twarzą wszystko w porządku. Odruchowo, gdy zobaczył
swoje odbicie, odrzucił lusterko. Uderzyło ono o ścianę i w kawałkach
legło na kafelki. To zachowanie wywołał widok jego własnych oczu. Miały
one strasznie ciemne sińce a same źrenice zakrywały prawie całe oczy co
nadawało mu dość obłąkany wygląd. W dodatku były one nienaturalnie
szeroko rozwarte. Nim zniszczył przedmiot dostrzegł też fakt, iż jego
wargi są kompletnie zsiniałe i całe popękane.
Zanim zdążył do końca przetworzyć to co zobaczył, drzwi rozwarły się szeroko.
W progu stanął ktoś obcy dla Reima. Po charakterystycznej sukience
rozpoznał w tej młodej kruczoczarnej dziewczynie pokojówkę. Na jego
widok widocznie zbladła i po chwili z krzykiem wybiegła z łazienki.
Nie minęło zbyt dużo czasu nim Break przybiegł na miejsce. Z rozwartymi
oczami wpatrywał się w niego tak jakby widział go po raz pierwszy w
życiu.
Naprawdę dziwne...
- Xerx... - zaczął. - dlaczego zachowujesz się w ten w ogóle niepodobny do ciebie sposób?
I tym razem nie doczekał się odpowiedzi.
- Znowu się ocknąłeś! - Break zamiast tego wykrzyczał uradowany. - To niebywałe!
Reim patrzył na niego oniemiały. Co on ma na myśli? Co w tym niebywałego? To takie dziwne, że nie śpię?
Postanowił ponowić próbę dowiedzenia się czegokolwiek.
- Co masz na myśli?
Break podszedł i pochyliwszy się nad nim, chwycił jego twarz w dłonie.
Pomimo iż Reim zdawał sobie sprawę z tego, że są one zawsze nieludzko
lodowate, to i tak dostał gęsiej skórki.
- Nic takiego - odparł cicho z niepewnym uśmiechem. - Po prostu cieszę się, że się budzisz. To na pewno dobry znak.
Reimowi nie spodobała się ta odpowiedź. Nie zważając na długie, chude
palce, które pieściły jego bladą twarz, zapytał z zaniepokojoną miną.
- Dlaczego mówisz w taki dziwny i niezrozumiały sposób, Xerx? Co się stało?
Na chwilę z białej twarzy Breaka zniknął delikatny uśmiech.
- Uważam, że powinieneś porozmawiać z lekarzem. Ma przyjechać za parę minut.
Puścił twarz okularnika i zniknął za jego plecami. Po chwili wózek ruszył ociężale.
Po nieskończenie długiej chwili w końcu dotarli do pokoju, w którym Reim przebywał już wcześniej.
Przypomniała mu się tamta kobieta, dlatego postanowił zagadnąć.
- A co z tamtą pokojówką, która wybiegła z krzykiem?
- Nic takiego. Po prostu przestraszyła się dziewczyna - zaśmiał się serdecznie.
- Ale czego się tak wystraszyła? - drążył.
- Ciebie. Była przekonana, że będziesz s p a ł tak jak zawsze - zaakcentował ten czasownik w dość nietypowy sposób.
Znów to samo, pomyślał rozczarowany Reim.
Tak jak mówił Xerxes, doktor przyszedł naprawdę szybko.
A raczej wleciał, sprostował Reim przyglądając się młodemu brunetowi w
pomiętym fartuchu, który wyglądał jakby właśnie przebył maraton.
Lekarz uśmiechnął i ciut zbyt głośno zawołał.
- Dzień dobry! Nazywam się Harrison Owen. Wyciągnął rękę na powitania.
- Dzień dobry. Jestem Reim Lunettes - odpowiedział, chwytając wyciągniętą dłoń.
Po skończeniu standardowych uprzejmości, Owen przysunął sobie krzesło obok łóżka, na którym siedział Reim i powiedział.
- Przybiegłem od razu, kiedy usłyszałem, że się pan w końcu obudził. To
naprawdę świetna wiadomość. Ale... - urwał na chwilę. - pański
przyjaciel powiadomił mnie również o pańskiej amnezji.
Reim postanowił zapytać się go o rzecz, która nagle wydała mu się dość istotna.
- Czy mógłby mi doktor powiedzieć ile... spałem?
- Około sześciu lat - stwierdził bez ogródek.
Gdyby oczy mogły wypaść od zbyt szerokiego rozwierania, to gałki Reima właśnie turlały by się po podłodze.
- C... co takiego?
- Rozumiem, że może to być dla pana bardzo szokujące i ciężkie do
zrozumienia. Jeśli to pana pociesza, to niektórzy ludzie pozostają w
śpiączce o wiele dłużej.
- W... śpiączce?
Reim nie dowierzał
własnym uszom. Zaczęło kręcić mu się w głowie i czuł się jakby miał
zaraz zwymiotować. Widział, że lekarz coś do niego mówi ale nie
docierał do niego sens słów.
Zachwiał się i poleciał bezwładnie do przodu. Świat nagle stał się całkowicie czarny.
Wow, robi się ciekawie, świetny blog, czekam na nexta :)
OdpowiedzUsuń