czwartek, 16 marca 2017

Część 14.

Stworzenie tego "dzieła" zajęło mu dobre kilka godzin oraz większą część ściany. Ten naścienny obraz przypominał nieco twarz. Mało tego, ponoć nią faktycznie był. Różnymi, kolorowymi kredkami w pozornie przypadkowych miejscach narysował szeroko uśmiechnięte usta i oczy o czarnych siatkówkach, które rozmieszczone były w całkowicie innych miejscach. W dodatku z środka obrazka wychodziły fioletowe spirale, które rozchodziły się na prawie całą ścianę. Między nimi znajdowały się różne przypadkowe znaczki.
Reim uśmiechnął się do pluszaka i zapytał.
- I jak? Co o tym myślisz?

<Wygląda znakomicie~!>

- Cieszę się, że tak sądzisz - zaśmiał się okularnik.
Wtem wyczuł czyjąś obecność w pokoju. Odwrócił się i ujrzał niby-cienie oraz niby-reima stojących w drugiej części pomieszczenia. Wstał i z szerokim uśmiechem podszedł do nich by przytulić cień wyglądający jak on.
- Dzień dobry! Jestem taki szczęśliwy, że przyszedłeś nas odwiedzić! - zawołał uradowany.
Natomiast niby-reim stał tylko wciąż nie racząc się nawet odezwać ale kiedy okularnik zapragnął się już odsunąć, ten objął go rękoma z taką siłą jakby chciał go zmiażdżyć. Pozostałe niby-cienie otoczyły ich szczelnie.

Harrison Owen rozdrażniony chodził w tę i z powrotem po sali. Zatrzymał się dopiero, gdy do pomieszczenia niepewnie wszedł Tate.
- Mama powiedział, że niebawem przyjdzie - oznajmił.
- "Niebawem"? - powtórzył. -A co to znaczy "niebawem"?! Jest potrzebny teraz!
- W-wiem, doktorze, ale nic nie można na to poradzić. Przecież wie doktor jaki on jest.
- Wiem, i co z tego? Trzeba działać! To już przeklęte półtora roku a on wciąż się tylko powtarza, że "musimy być cierpliwi"! - krzyknął Owen.
- Proszę-
- Przybyłem - przerwał starzec, który właśnie pojawił się w sali. - Pozwólcie mi spojrzeć na naczynie.
Podszedł do nadal leżącego na operacyjnym stole Reima. Był on wciąż podłączony do urządzenia. Dało się również zauważyć, że utracona wcześniej lewa stopa mu odrosła a wszystkie pozostałe rany zagoiły się.
Starzec odwrócił się swoją pomarszczoną twarzą do Owena. Miał on rysy podobne do tych należących do Tate'a i równie długie czarne włosy. Ubrany był w nie tutejszy, jasnobrązowy strój przyozdobiony licznymi kolorowymi piórami. Z szyi zaś zwisał mu stary Łapacz Snów.
- Sądzę, iż należy znów uruchomić maszynę. To powinno przyśpieszyć przebudzenie Wielkiego Irdlirvirissonga.
Owen westchnął.
- Dobrze ale proszę się od niego odsunąć.
Kiedy mama oddalił się, lekarz przekręcił wajchę stojącą obok urządzenia i wtem z sufitu zstąpiła gruba szyba, która oddzieliła ich od nieprzytomnego okularnika. Następnie tak jak poprzednim razem włączył maszynę.
Pod wpływem nagłego przepływu prądu elektrycznego, ciało Reima gwałtownie drgnęło. Cała trójka patrzyła wyczekująco ale nic się nie działo. Lekarz znów westchnął zrezygnowany i wyłączył przyrząd.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał z wyrzutem stary człowiek.
- Nie widzisz, że to nic nie daje? Nie będę tu przecież stał w nieskończoność.
Już miał wyjść, gdy nagle Tate jęknął. Owen spojrzał pytająco w jego stronę. Zauważył, że młodzieniec wciąż wpatruje się w szybę. Również skierował tam wzrok i sapnął ze zdziwienia.
Na stole siedział z sennym spojrzeniem Reim. Rozglądał się na wszystkie strony jakby nie wiedząc gdzie się znajduje.
Harrison złapał podstarzałego indianina za ramię.
- Czy to ON? - spytał poruszony.
- Chyba nie - wyszeptał mama.
- Jak to nie?! Przecież mówiłeś, że umieszczenie tego kamienia w tym czlowieku i ta maszyna go wybudzą!
- Wiem ale - urwał na chwilę po czym oznajmił. - Sprawdzę to.
Starzec na chwiejnych nogach zbliżył się do szklanego muru.
- Witaj. Kim jesteś? - zapytał.
Reim skupił na nim swoje rozbiegane, nieprzytomne spojrzenie.
- Reim, a ty?
Dziad kątem oka zauważył malującą się na jego twarzy dezaprobatę spowodowaną tą niepożądaną odpowiedzią.
- Mnie nazywają Mamą.
- "Mamą"? - zaśmiał się cicho. - Co za beznadziejne imię.
- Powiedz mi, Reimie - zmienił temat. - co ostatnio robiłeś?
Okularnik uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Bawiłem się! - zawołał.
- A z kim? - zapytał zdziwiony.
- Z Panem Królikiem i niby-cieniami.
- Dobrze... Kim są te "niby-cienie"?
Reim podniósł ręce starając się zwizualizować ich wygląd.
- To takie olbrzyyyymie cienie. Mają wielkie białe oczy i szponiaste dłonie!
Mama odwrócił się do Owena.
- Co robimy? - zapytał tamten.
Indianin już otwierał usta, żeby odpowiedzieć, kiedy nagle Reim zawołał.
- No właśnie! Gdzie jest Pan Królik?
Wstał ze stołu, zerwał z siebie wszystkie połączenia z maszyną i podszedł do szyby.
- To mój przyjaciel! Chciałbym, żebyśmy byli już zawsze razem ale jak mam to spełnić, jeśli go nie ma?
Owen coraz bardziej sfrustrowany nieudanym planem odpowiedział.
- Nigdzie go nie ma, bo on nie istnieje.
Wtem oczy Reima wydawały się powiększyć i nienaturalnie pociemnieć. Zwinął on ręce w pięści i tupiąc jak rozzłoszczone dziecko, wrzasnął.
- KŁAMIESZ! GDZIE ON JEST?!
Na ten nagły wybuch Mama odruchowo odskoczył do tyłu.
Reim uderzył pięścią w szybę.
- Wypuśćcie mnie! Muszę go poszukać!
Gdy Owen odmówił, odsunął się nieco od prowizorycznej ściany i spuścił lekko głowę. Zza jego pleców nagle zaczęło w zastraszającym tempie wyrastać coś na wzór czarnych macek. Zebrani z przerażeniem patrzyli jak z łatwością rozbijają one szybę a Reim wychodzi na zewnątrz. Jak gdyby nigdy nic przeszedł bosymi stopami po odłamkach szkła i minął ich. Rozejrzał się po korytarzu i stwierdził.
- W pokoju!
Nastepnie pobiegł do swojej sypialni. Wkroczywszy do środka, podszedł prosto do krzesła stojącego przy łóżku. Siedział na nim w stanie niezmienionym Pan Królik.
- Dzień dobry - powiedział, biorąc maskotkę na ręce.

<No heej~! Nareszcie po mnie przyszedłeś~>

- Chodźmy poszukać Xerx'a! Może pobawiłby się z nami? - zaproponował.

<W porząsiu~>

Wyszli z pokoju i ruszyli na poszukiwania Breaka. Reim zdążył już z powrotem schować te "ręce" dzięki czemu przestał tak strasznie wyglądać. Przeszukiwali wszystkie pomieszczenia, szukając go ale nigdzie go nie było. Nigdzie nikogo nie było aż do momentu, kiedy wychodząc z kolejnej sypialni pojawili się: Mama, Owen oraz kilku obcych Reimowi mężczyzn również o ciemnej karnacji.

2 komentarze:

  1. Oooo, w końcu się doczekałam rozdziału! To tak rozdział mi się podobał, ogólnie z rozdziału na rozdział robi się coraz ciekawiej, liczę, że kolejny pojawi się szybko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba :x Następny wstawię za jakiś miesiąc.

      Usuń