środa, 24 sierpnia 2016

Część 5.

Parę minut zajęło mu dojście do siebie. Doktor Owen cały czas siedział na krześle obok przyglądając mu się ze zmartwionym wyrazem twarzy.
Reim wyjąkał wciąż zdezorientowany.
- Co się stało?
Owen momentalnie się ożywił i szybko odpowiedział.
- Nic specjalnego. Proszę się nie martwić. Po prostu pan zemdlał. Zważywszy na pana stan to normalna reakcja na taką informację.
Reim w milczeniu spojrzał na widok za oknem. Zauważył, że jest już poranek.
Tym razem krajobraz nie jest tak piękny jak ostatnio, pomyślał. W istocie niebo było dość pochmurne. Cały obraz wydawał się być jakiś martwy. Reim nie potrafił wytłumaczyć sobie tego odczucia. Po prostu wszystko jakby stało się wyblakłe. W dodatku na zewnątrz nie zauważył absolutnie nikogo ani niczego. Nawet ptaków. Poza tym nie było również wcale wiatru.
Nagle Reim poczuł potrzebę zmiany tematu na coś bardziej zwykłego.
- Chyba niedługo będzie burza - zastanawiał się na głos nie odrywając wzroku od szyby.
- Być może.
Reim spojrzał na lekarza i dodał.
- W końcu wszystko dookoła sprawia wrażenie kompletnie martwego. To trochę przykry widok, prawda?
Przez krótki moment wydawało mu się, że widzi dziwny błysk w oczach Owena.
- Tak.
Wstał z krzesła i ruszył ku drzwiom. Łapiąc za klamkę rzucił przez ramię.
- W każdym bądź razie proszę skupić się raczej na swoim zdrowiu aniżeli na widoku za oknem.
Wyszedł. Reim patrzył się zdziwiony na drzwi jeszcze przez kilka minut.
Czy on... nie miał przypadkiem zdenerwowanego głosu?

Następne dwa tygodnie minęły w całkowitej rutynie. Raz na cztery dni odwiedzał go doktor Owen sprawdzając jak się czuje. Przez resztę czasu opiekował się nim Break. Raz na jakiś czas mignęła mu za rogiem jakaś pokojówka w czasie przejażdżek na wózku ale nigdy nie widział ich twarzy. Za każdym razem, kiedy próbował którąś dogonić, ta znikała gdzieś bez śladu niczym duch.
Poza nimi ani razu nie widział nikogo w posiadłości. Xerxes powiedział mu, że znajdują się w rezydencji Rainsworth. Dziwnym było dla niego to, że w ogóle jej nie rozpoznał. Co więcej, wciąż wydaje mu się obca.
Gdy podzielił się tym spostrzeżeniem ze swoim przyjacielem, w odpowiedzi usłyszał tylko.
- Och, Reim, przecież przeszedłeś tak wiele, że możesz jej nie poznawać.
Przez ten cały sielankowy okres ilekroć pytał się o to co się działo przez ten cały czas i dlaczego nie pamięta, był przez swoich rozmówców zbywany. Zawsze z tym dziwnym błyskiem w oczach i zirytowanym tonem.
W czasie jednego z wieczorów, gdy Break pomagał mu się przebrać w piżamę, przyszło mu coś do głowy.
- Xerx?
- Tak? - powiedział uprzejmie okrywając Reima kołdrą.
- Gdzie jest Sharon?
Break na chwilę zamarł pochylony nad łóżkiem. Przez jego bladą twarz przemknął grymas wściekłości, który nie uciekł uwadze Reima.
Jednakże niemal od razu został on zastąpiony ciepłym uśmiechem.
- Panienka jest w innej posiadłości. Chciała dać ci jak najwięcej ciszy i spokoju - urwał i dokończył tonem, przez który z lekka przebijała się gorycz. - Dlatego zamiast zadawać tyle bezsensownych pytań, zajmij się odpoczynkiem.
Nim Reim zdążył cokolwiek powiedzieć, ten gwałtownym ruchem ściągnął mu okulary z nosa, rzucił je na blat szafki i pośpiesznie wyszedł trzaskając drzwiami.

W środku nocy zbudziły go głośne kroki na korytarzu. Śniło mu się coś nietypowego. Mianowicie był w jakimś całkowicie ciemnym pomieszczeniu. Słyszał w nim jedynie dziecięcy chichot i jakieś posapywania. Poza tym nic się nie działo aż nagle obudziły go te hałasy.
Kierowany ciekawością postanowił sprawdzić co się dzieje. Być może w końcu czegoś się dowiem, zastanowił się.
Najciszej jak umiał, po wcześniejszym założeniu okularów, dźwignął się na wózek stojący tuż przy jego łóżku. Był wdzięczny, że Xerxes zawsze pamięta o tym, aby naoliwić koła. Gdyby nie to, ciężko byłoby wyjechać na zwiady z trzeszczącym pojazdem.
Podjechał powoli do drzwi i wyjrzał przez dziurkę od klucza. Nie zauważył nikogo na zacienionym korytarzu. Nie słyszał też już żadnych dźwięków. Powoli pociągnął więc za klamkę i wychylił dla pewności głowę na zewnątrz. Obydwie strony holu ginęły w nieprzeniknionym mroku.
Reim powoli wyjechał na korytarz i zamknął za sobą drzwi. Starał sobie przypomnieć, w którą stronę znikały te kroki. W prawo, stwierdził. Następnie wykręcił wózek i ruszył wgłąb holu.
Jadąc cały czas prosto zaczął słyszeć z oddali niewyraźne rozmowy. Kiedy dojechał do końca korytarza, jego oczom pokazały się masywne, metalowe drzwi. Dziurka od klucza była na tyle mała, że nic nie było przez nią widać.
Przyłożył więc ucho do zimnego metalu i wytężył słuch.
- Niech on przestanie zadawać t e pytania! - zawołał rozhisteryzowany głos, w którym Reim od razu rozpoznał Xerxesa.
- Uspokój się. Jeśli będziesz zachowywał się w tak nierozważny sposób, to zacznie węszyć - powiedział inny, obcy głos.
- No tak ale powoli doprowadza mnie to do szału! Od ponad dwóch tygodni prawie codziennie pyta się o to samo! - wziął głęboki, drżący oddech i dodał. - A ostatnio wspomniał jeszcze o niej...
- O kim?
- O panience Sharon.
- Co mu powiedziałeś? - spytał głos.
- Że jest w innej posiadłości po to aby mógł wypocząć.
- I uwierzył ci?
- Oczywiscie, że nie!
- Więc dlaczego zaserwowałeś mu tak głupią wymówkę, skoro wiedziałeś, że nie uwierzy?
- A co miałem powiedzieć?! Zapytał się o to tak nagle! Nic nie przychodziło mi do gło-!
Głos zabrzmiał, przerywając mu.
- Ty głupcze! Zasiałeś ziarno wątpliwości w jego i tak już podejrzliwej głowie! Teraz na pewno będzie zacieklej szukał odpowiedzi na te swoje durne pytania! Nie można pozwolić, żeby nam przeszkadzał!
Nagle w pokoju rozległy się odgłosy tłuczenia i rzucania. Kiedy po chwili umilkły, lekko zasapany głos rzekł z cichą nutą groźby.
- Masz natychmiast iść do tamtego pokoju i upewnić się, że dalej tam jest. Od tej chwili masz również bacznie obserwować jego poczynania i lepiej dobierać odpowiedzi.
- Zrozumiałem - odparł zrezygnowany Break.
Po drugiej stronie w kierunku drzwi zaczęły się zbliżać powolne kroki. Spanikowany Reim szybko oderwał się od metalu i wykręcił wózek o 180 stopni.
Ruszył czym prędzej w stronę pokoju jak najszybciej przybierając rękoma.
Tak się rozpędził, że prawie minął swój pokój. Gdy udało mu się wyhamować, szarpnął za klamkę i wjechał do sypialni zamykając za sobą drzwi.
Okrywał się szczelnie kołdrą, w momencie kiedy Break wszedł do środka.
Od razu spostrzegł, że Reim nie śpi.
- Dlaczego nie śpisz?
Przestraszony i zdyszany ucieczką, Reim odpowiedział siląc się na spokój.
- Niedawno wybudziłem się z dość przerażającego koszmaru.
Albinos przyjrzał się spoconej i zaczerwienionej twarzy.
- I to cię tak zmęczyło? - zapytał sceptycznie.
- Ach, to... - Reim spojrzał zażenowany na swojego rozmówcę. - Po prostu, kiedy tak leżałem po obudzeniu zachciało mi się do toalety i... - przerwał na chwilę. - tak mi wstyd o tym mówić ale, gdy myłem ręce, zerknąłem na swoje odbicie w lustrze i wydawało mi się, że widzę tam postać z tego koszmaru.
- I?
Policzki Reima jeszcze bardziej poczerwieniały.
- I prawie spadłem z wózka. W panice wleciałem tutaj i rzuciłem się na łóżko.
Przez chwilę Break przyglądał mu się w zamyśleniu rozważając czy mówi prawdę.
Reim doszedł do wniosku, że jednak mu uwierzył, kiedy odparł.
- W porządku. W takim razie pójdę już.
Gdy zamknęły się za nim cicho, westchnął z ulgą. Zamiast spróbować zasnąć zaczął zastanawiać się nad tym co usłyszał.
Myślał nad tym do kogo należał ów tajemniczy głos i dlaczego Xerxes był taki zdenerwowany.
W każdym razie, stwierdził, muszę na siebie uważać.
Był tak pogrążony w myślach, że nie zauważył kiedy zasnął.

Śniło mu się, że siedzi w swojej dawnej sypialni. Wszystko było tam takie samo jak za dawnych lat. Nawet najdrobniejsze szczegóły się zgadzały. Tylko jedno nie; okno było zakratowane od środka jak w jakimś więzieniu.

2 komentarze: